Pan Kolczasty

by Jeżozwierz

supported by
/
  • Streaming + Download

    Includes unlimited streaming via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.

    Ściągnij album w dowolnym formacie, na przykład MP3 320 kbp/s lub FLAC. Cena to zaledwie 12 złotych. Pojedyncze numery kosztują po 2 złote! Oczywiście nie obrazimy się na wyższe wpłaty:)

      12 PLN  or more

     

  • Kup CD "Pan Kolczasty" na tuwolnopalic.com!

1.
01:12
2.
3.
03:19
4.
03:03
5.
02:47
6.
7.
02:44
8.
9.
10.
02:52
11.
12.
02:55
13.

about

"Pan Kolczasty" to jedna z najoryginalniejszych produkcji hip-hopowych 2011 roku w Polsce. Warszawski raper nie tylko ujmuje bezpośredniością i trafnością spostrzeżeń, nie tylko dostarcza słuchaczom mnóstwa pamiętnych linijek, ale przede wszystkim zachwyca swoim niepowtarzalnym, brudnym stylem rapowania. Jego flow to po prostu unikat.

Produkcyjnie "Pan Kolczasty" to z kolei majsterszyk nawiązujący do klasycznego brzmienia lat 90. Ale o wtórności i nudzie nie ma tutaj mowy. Beatmakerzy Święty Mikołaj i Tedi Ted wykonali znakomitą robotę, dopieszczając bębny, a DJ'e KoutiCat i Spike uzupełnili krążek doskonale dobranymi cutami i skreczami.

Efekt? Znakomity materiał, który świadomemu słuchaczowi na długo utkwi w pamięci. Bez zadęcia i blichtru, ale za to z miłością do rapu. Liczne głosy, że "Pan Kolczasty" to ścisła czołówka roku w polskim hip-hopie, to tylko kolejny argument za tym, że tej płyty przegapić nie można!

credits

released November 19, 2011

tags

license

all rights reserved

about

Tu Wolno Palić Warszawa, Poland

Tu Wolno Palić to hip-hopowe wydawnictwo płytowe. Zapraszamy na www.tuwolnopalic.com po więcej informacji.

contact / help

Contact Tu Wolno Palić

Streaming and
Download help

Track Name: Intro
Nie było mnie trochę, co u mnie, ktoś ciekaw? / O uwagę proszę, znów wjeżdżam na bębnach / Znowu rejwach w wersach, potencjał trza wygrzebać / Sarkofag pęka, Kolczasty z czeluści piekła / Enta, enta, zwoje znów pulsują / Nieczystym blaskiem jak pęknięta beczka z pulpą / Radioaktywną. W czasach, gdy rap to sitcom / Postawę pasywną przełączam w tryb działania / Jednoosobowa armia, odbezpieczony granat / AKA rap, który boli, bez elo, joł, aha, aha / Bo po co robić tu pierdolnik? Dzieciaku!
Track Name: Dalej... znowu
Dalej w kawalerce, dalej sapię na pensję / Dalej lubię butelkę, dalej klasyczne brzmienie / Znowu w Tu Wolno Palić, znowu niezrozumiany / Znowu dam wam paraliż, znowu katana karci / Karabin zardzewiały, więc rzucam kamieniami / Przekaz do mózgoczaszki na maksa radykalny / To ja, Piotrula, ziomek szary jak twarz denata / Warszawiak od pradziada w Warszawie pełnej chamstwa / Kłamstwa w kawałkach jak nie było, tak nie ma / Bo mój rap to nie teatr, to beton i gazeta / Plus nie jestem poeta, bo to nie jest poemat / Jak tak o sobie mniemasz, zapraszam do leczenia / Rapery przewożone to beka jest i bieda / Bujańcu bazarowy, jesteś do ustrzelenia / Wracam na O.C.H., za oknami Grójecka / O rejonie referat to będzie ten materiał

Dla moich żołnierzy dwa palce do czapki
Dajemy radę, póki tlen nie za hajsy (x4)

Dalej jestem Kolczasty, dalej mam czarne czapki / Dalej palę dwie paczki, dalej bez prawa jazdy / Znowu głos pełen pasji, znowu brudzę podkłady / Znowu strzelam słowami, znowu pociskam matrix / Bo chuj się tu zmieniło oprócz cen windowanych / Dzięki dyskontom mamy dostęp do taniej szamy / Urzędnik się tu bawi, a szarak zbiera baty / Los marny dla tych braci, co franki skredowali / A nasze pseudo gwiazdy, styl promocji analny / Te dusze plastikowe jak karta, którą płacisz / Dalej mydlą patrzały zrośniętym z fotelami / Choć nasz miesięczny dochód równaj z ich minutami / W miesiąc dwa kafle to dużo jest czy mało? / Ktoś wyda to, spluwając, ktoś łzą okaże radość / Przyglądam się kontrastom jak kamienna twarz kartom / W tym czasie szczęścia fantom unosi się ku dachom

Dla moich żołnierzy dwa palce do czapki
Dajemy radę, póki tlen nie za hajsy (x4)
Track Name: DwaWuA
TEKST: Tu bit łeb urywa tak jak Virta „Beatdown” / Miejski skryba wita cię, ściska wersu lina / Zaczynam jak Villas wariować powoli / Prawie trzy krzyże w Wawie potrafiły rozbić / Choć tu kocham chodnik i mam chwile glorii / To ścisk siwych skroni potrafi rozgromić / Miasto plastiku, syfu, pielesze agonii / Zawodnik zawodzi, gdy żałuje gorszych / Skrupuły do gwoździ przyrównaj, braciszku / Trumna ciąży, gdy wątki złączysz, braciszku / Mauzoleum to domy począwszy od wojny / Idąc do dziś, a nie strzelamy z ostrej broni / To jest umysł lotny w aborcji bezbronnych / Im nie ryją nosy w korytach firmowych / Chcą mieć godny profit nie po trupach zdobyty / Ale zawiści litry topią ich jak nurt Wisły / Łap się brzytwy, napierdol na ziomka szefowi / Tego zwolni, dostaniesz podwyżkę one złoty / Miasto modnych, kupujesz w H&M-ie paseczek / Ktoś na podobnym robi pętlę w tym momencie

Dwa Wu A, miasto moje jest mi obce trochę / Stało coś się razem z populacji wzrostem / „Czterdzieści parę procent z dziada pradziada” / Mów, krawaciarz, ale szanuj, gdy tutaj wpadasz / Bez narzekania, że chujowa jest syrena / Dała arbeit, więc sklej i nie skiełcz teraz / Masz tu etat, więc nie peniaj, kogoś wygryź / Wiejskie kliki robią na etatach czystki / Nie neguję, jak studiujesz i chcesz tyrę / Dopinguję tych, co fair play grają w życie / Wiesz, nie byłem cwaniurą jak Nikodem / Może dobrze, ale uczciwość niszczy flotę / I się boję, bo nie mogę zagrać w kłamstwie / Dziadek dał mi wychowanie: „Nie bądź chamem!” / Czasem tracę wiarę w prawdę jego haseł, bracie / Gdy patrzę na twarze tych do przodu bardziej / O grubszej kabzie niż państwo afrykańskie / I o mniejszym mózgu niż dziewczynki z „Galerianek” / Aorty warszawskie toczone rakiem buractwa / Duch miasta pada pod robactwa falą jak umarlak

Na herbie pół ryba, pół dziewczę chyli głowę
Pod naporem spojrzeń zainfekowanych trądem
Książki i wiedza zamieniona za pieniądze
Każdym możliwym kosztem pęd za klopsem, chłopcze (x2)
Track Name: Dziadostwo
TEKST: Ostatnie dwudzieste urodziny, potem leci / Trzeci krzyżyk, pozytyw wyciszony jak bit na końcu płyty / Milczy gówniarz, kiedyś myślałem, że trzy dychy to trumna / Myślówka, czy się uda / Sensownie ugrać plus u losu / Niepewność jak powój blokuje dostęp do widoku / Na drogowskaz / Jak się odnajdę w nowych wartościach? / Jedna noga chce zostać tu, gdzie pite do kwitu końca / druga na kolanie chce bujać bąbla, kontrast / I kontra na kindział / Kto widział aktywa dla takiego życia? / Bo mój wykaz to popelina jak w radio muzyka / Chcę trzymać w łapie papier nie na kurwy, kokainę / Chcę hajs na rodzinę, nie czekać, aż kredyt ściśnie / To oczywiste, chcę istnieć / Choć tyle spierdoliłem, wciąż kocham cię, życie

Dziadku, dziadku! Gdzie jest, kurwa, dziadek?
Niestety nie dożył twoich urodzin, kochanie
Czy to właśnie czeka na dzieci naszych dzieci?
No cóż, najwyżej ZUS się będzie cieszył (x2)

To wynurzenia zgreda z podziemia, dzieciak / Moje mordy dorobiły się chorób wątroby, serca / Za chemii desant i procentów szturm kiedyś / Organizm robi bunt za nasz bunt młodzieńczy / Niestety nie zrobili nam wymiennych części / Organ masz trefny, to napierdalasz leki / Bezdechy, ciężkie powieki, kurwa, stacja trumna / Zbieramy na przeszczepy, to z podziemia wyjść się uda / Uważaj, gówniarz, na cugi, tripy, balet / Bo jest niby fajnie, a z ciała robisz szalet / To zabawne, moralizuję jak, kurwa, dziadu / Ale mam tu atut asów, turnusy w szpitalu / Dla was salut i na koniec jedno powiem / Chcę żyć pod niebem, a nie respiratorem

Dziadku, dziadku! Gdzie jest, kurwa, dziadek?
Niestety nie dożył twoich urodzin, kochanie
Czy to właśnie czeka na dzieci naszych dzieci?
No cóż, najwyżej ZUS się będzie cieszył (x2)
Track Name: Musk
TEKST: Mózg wyje jak zombie głodny
Mój mózg daje mi sto różnych opcji
Byłem najgorszy, teraz jestem rzadziej
Mój zryty mózg, mój najlepszy przyjaciel (x2)

Weź mi daj nowy mózg, bracie / Bo czasem w bańce czuję coś jak ten sampel / Zakręcony jak bąk w tulipanie / Spokój kradnie voltaż, balet i rozkminianie / Otwórz mą czaszkę i wyrzuć ten szrot / Patrzący w nicość wzrok i szaleństwo / Daj stworzyć dom plus ogarnąć spraw sto / Iść stąd na stały ląd, się w górę piąć, nie bić o dno / Ooo, czyżby Jeżyna miał problem jakiś? / Czy to zwoje rozjebane przez granatnik? / Trzeba się napić, a nie uzewnętrzniać / Nie gram smutnego Leszka, moja Eternia to O.C.H. / Jej wyłożony historiami deptak / I patrz tu, dzieciak znajdzie kolejny diss / Chociaż to LP mam pośród swoich płyt / I warszawski sznyt w nawijaniu kwestii / Chcę przelot bezbolesny, gdy wszystko się pieprzy / Lipa i tak wykona przechwyt, to jest norma / Bomba w zwojach, wojna na płatów frontach / Pożoga, która wywołuje częsty spontan / To korba, którą znają dobrze moi ludzie / Masowa rozpierdolka, człowiek znów ze mnie uciekł / W sumie nie różnię się tak wiele od nich / Miejskie gnomy z namiastkami normalności / Ja pośród nich od zawsze na zawsze / Pamiętaj, że w gadce ze mną często jest crash test

Mózg wyje jak zombie głodny
Mój mózg daje mi sto różnych opcji
Byłem najgorszy, teraz jestem rzadziej
Mój zryty mózg, mój najlepszy przyjaciel (x2)
Track Name: Mistrz katowski
TEKST: To nie kastaniet, to kastet na jaźwę / Kartel kartek kradnie ci karmę jak karcer / Dźwigam jak hantle z tym stylem popsutym / Obok tej poruty dla głuchych na nuty / Zatruty liniał jak klinga katany / Celem jest szyja powtarzalnych jak klamki / Blam, blam, pał, strzelasz, lecz nad drzewami / U mnie precyzja, która sprawi, byś zamilkł / Bo na płytach legalnych sapią jak amatorzy / A na nielegalnych mamy miliony kopii / Bażant się wozi, ciska na cudzych stylach / Co to, fabryka? Kurwa, rapery instant / Dodaj wódy i zioła, to ci będzie rapować / Plus koka do nosa i fura wzięta od ojca / I to jest pro-gra? No to ja pogram w „Postal” / A potem zapląsam na masowych grobach / Dziwko, ha!

Pieniek, szubienica czy łamanie kołem
Wy się klepcie po pupach, ja na was zarobię
Żelazna dziewica, podwójny zgniatacz głowy
Bujańce, to nie u nas, tu są umiejętności
Gruszka odbytnicza, hiszpańskie łaskotki
Ostatnia posługa dla najgorszych z gorszych
Łamacz nadgarstków, obcięcie jęzora
Żeby nie pisali i nie mogli rapować

Nagrał troszeczkę chujni i już robi koszulki / Zapał twój zeru równy, a już chcesz liczyć stówy / Stul ryj lub umrzyj, a nie walisz zbuki / Jesteś tak luźny, jak dam luźnych anusy / Paparuchy, styl tłusty, wkładam wam na łby siatki / Nie jestem prostacki, tylko niedelikatny / Postaw, brat, statyw, ale przedtem zbierz flachy / Wzrok szklany od szklany, bestia z zachodniej ściany / Pierdolę fanfary i klepanie po plecach / Nie zrobię z siebie ciecia, to mogę obiecać / Słuchać nie polecam, gdy lubisz rap różowy / To jak młot udarowy lub mina, co urwie nogi / Chłopcy kolorowi, niezdolni zebrać propsy / Leszczu, pośliń, poliż, a potem łykaj torby / I z drogi, gdy kroczy styl jak ochłap surowy / Miłość dla oryginalnych, nie z opakowań zbiorczych

Pieniek, szubienica czy łamanie kołem
Wy się klepcie po pupach, ja na was zarobię
Żelazna dziewica, podwójny zgniatacz głowy
Bujańce, to nie u nas, tu są umiejętności
Gruszka odbytnicza, hiszpańskie łaskotki
Ostatnia posługa dla najgorszych z gorszych
Łamacz nadgarstków, obcięcie jęzora
Żeby nie pisali i nie mogli rapować
Track Name: Lipton
TEKST: Posłuchajcie historii jeszcze raz i jeszcze raz / Bo przedstawiać taki fakt można w tę i nazad / Typ miał krawat i szalał jak, kurwa, szkwał / Od życia haracz, tak to się mówi / Pożarł rozumy i aż się, durny, zagubił / Szklanej trumny sługi gonią aż do czołówy / Interes tłusty nie z tymi ludźmi, co trza / Wrzucił go w długi, w które nikt nie chciał popaść / Podpadł, a flota poszła się jebać jak żona / Po telefonach dotarł do wniosku, że pograł / W chuja za bardzo, przygląda się odciętym palcom / Czy było warto wjebać się w takie szambo / Gonić banknot, zdrowe myślenie porzucając? / I tak patrzy na balkon, będący blokadą / Przed sceną ostatnią, wiecie, o czym mówię / Tępy skurwiel chce uciec jednym susem na bruk, leć…

Kolejny z chodnika zdrapywany korpus
W czarnym worku z suwakiem kończy się ta podróż
Oferta last minute, lecz to nie Kanary
Kanary to w tramwaju za nami przyjechały (x2)

Patrz, bracie, na tą fokę, sama nie wie, co chce / Byś podszedł i w moment ogarnął ją na bolec / Opory wątłe suczy osiedlowej / Poprowadziły ją na manowce, weź polej / I słuchaj dalej, co jest, pruli ją jak poszwę / Lubisz nieporządne, ale to mięsa ochłap / Zawijana na lokal niejednego zioma / Zobacz, niewąska, przebieg jak Favorit Skoda / Niestety, potem wykonał przechwyt typ pewny / Nie uwierzysz, wjebał ją w niebyt nieziemski / Oddał za papiery do agentur niemieckich / Zhandlował popielnik, robiąc z niej manekin / Pełny chemii dla bogatej klienteli / Jedna z historii miejskich, znanych tu na pęczki / Przeklnij te wersy, ale się najpierw rozejrzyj / Czy te dwie na odlotach to nie twoje dzieci!

Mięso na sprzedaż jak w Dudzie czy Wierzejkach
Oceniane tutaj po trwałości Kegla
A jego ulepszacz to dożylnie hera
Ponętna sztuka mięsa przy wesołych hienach (x2)
Track Name: Odcienie szarości
TEKST: Wznoszą ręce do boga na betonowych groblach
Proszą o złoża dobra w świecie, gdzie łatwo odpaść
Montaż cudzych doznań zastępuje własne
Utylizacja gwiazdek dla tłuszczy w niższym stanie
Jak jest zacnie, mają trzy czwarte, opłatek
Jak jest marnie, mają febrę i skurcz-taniec
Karną pracę, sztuczny pacierz i sny czarne
Kolor widać tylko w plazmie na wystawie
Rozwiązaniem pożyczanie, wąż zjadł ogon
Godność padła w błoto wśród szarych piramid
Nowy kurewski show to „Taniec z cieniami”
Wśród latarni są wygrani, lecz nie esemesami
Na to nikt nie patrzy oprócz pustych okien
A jedyne kamery to te nad każdym rogiem
Rakostworem inhaluję się w załomie, człowiek
I mogę patrzeć wyłącznie na trybów agonię

Popękany chodnik daje najlepsze płyty
Popękane dusze – najlepszy raport z powyższych
Zarobionym – brak czasu, ubogich nie dotyczy
Dostali gehennerwowy sen, jeść i rozliczyć
Młode matki bez ojców, ci bez stałych dochodów
Słyszą, idź głosuj na posłów, to częścią obowiązku
Wylosuj sobie kolejnego z podatkobiorców
Chuj, że nie masz prądu i cię zasysa z głodu
To nieważne, teraz zdechnij za nią bracie
Idź za hasłem „Polska, Polska über alles”
Wciąż muszę patrzeć na skrajności kalejdoskop
I na te szare twarze, gdy jadę banem do robo
Humanoidalny robot, ja i moi ludzie w walce
Skynet jest fikcją, my mamy za to papkę fałszerstw

Odcienie szarości jak miejska dyscyplina
Zagrożenie ze strony organizmów żywych (x4)
Track Name: Tu Wolno Palić
TEKST: Ja jestem Kolczasty, ty poznaj to, słuchaczu / Zryty od nafty, ale nie jakiś, kurwa, pastuch / Mam zakuć jak igła gazolinę w serce / Bezwzględnie wejdę wersem i wezmę ciebie w kleszcze / Jeszcze jeden, odznaczam go na hełmie / Pluton na teren wjedzie i zmiecie cię bezczelnie / Żryj, bratku, klęskę i wracaj tam na linię / Kręcę linę na szyję, słuchaj, te werble robią krzywdę

Tu wolno palić, więc kręć to i pal to
Chcesz dobre brzmienie, to bierz to, łap to, łap to! (x2)

Lubię se ponawijać, bo to fajna opcja / Lubię moją drużynę, bo przecież inaczej nie można / Nie poznasz nas po logach, lecz po wyraźnych stylach / A jak ci coś nie styka, to wypierdalaj z kibla / Czarna lista? Weź wpisuj, bo to dla mnie zaszczyt / Kolczasty da ci klasyk, a nie „maja hii” rapy / Jeż gardzi padakami od początków lotnictwa / Rap na tłustych bitach, taka tu jest tradycja / Ruro!

Tu wolno palić, więc kręć to i pal to
Chcesz dobre brzmienie, to bierz to, łap to, łap to! (x2)
Track Name: Niebo
TEKST: Chociaż gryziemy się dla pęgi jak w klatce psy / W tym niepojętym tańcu części trybów społecznych / My to roboty oliwieni martwym królem / Niezgodni, kukły na korporacyjnym sznurze / Chociaż wasze buty to łzy przy taśmie dzieci / Jesteście niezależni, ej, alternatywne mendy / Starbucks, apaszka, pod pachą Bukowski / Pseudoalkoholik w morzu voltów modnych / Chociaż ten facet leje żonę, gwałci córkę / Jest z wąsem gburem, nakurwia wódę pod ogórek / Pazury brudne, na ścianie krzyż z Jezusem / Nie ląduje w pudle – tajemnice z sypialni mrówek / Chociaż ten menel leży w kałuży wymiocin / Wali głową o chodnik, reklama delirycznej Polski / Obok toboły z dobytkiem z wysypiska / Każdy go mija – to z miasta aorty chwila

Chociaż system prawny dojeżdża najuboższych / Przymyka oczy na kroki tych przy kości / Ci na wolności, a gorsi wciąż na nerwie / Rwą swoją premię, lecz każdy za nią beknie / Chociaż wiek dwa jeden, rzeczy niepojęte / Mają tu miejsce i nikt nic nie chce wiedzieć / Konflikty mają przebieg bez humanitarnych wyjść / Dla ropy, złota – pacyfikacja żyć / Na naszej grudzie ziemi żyjemy w czasach niecnych / Szanujemy nie wartości, lecz papiery / Pazerni na przepych, jebać wysokość ceny / Wciąż eksploatujemy, lecąc powoli w niebyt / To są konkrety i każdy pieprzy tą wiedzę / Ale przecież niebo jest dalej niebieskie / Ale przecież niebo jest dalej niebieskie
Track Name: Katana mistrza 666
TEKST: Uciekaj na wzgórza, dolina już płonie / I tak trafią w twe skronie moje myśli lotne / Pusty jest podest, bo od niego stronię / Nie spocznę na tronie na twe prośby pokorne / Barwy ochronne na odlanym w betonie / 64-polowym poligonie / Moje dłonie dzierżą rękojeść, bieleją kłykcie / Ciśnienie rodzi iskrę, tu wolno palić – tyle / Ta, widziałeś, byłeś, nie przerywam jak rdzeń / Dalej zadaniem dekapitacje / Dalej ostrzy taniec, artefakt bije blaskiem / Twój najgorszy koszmar to mój cień na ławce / Stres na czaszce, kiedy słyszysz szelest liści / Bieg za światłem, niemy krzyk od mej zdobyczy / Widzisz, karmię się twoim szaleństwem / Czyste cięcie pośród brudu jest mym celem / Brrra!

Poranna mgła okrywa sztywny korpus / Powieki rozsuń, kadr na siatkówce oczu / To błysk na ostrzu, gruba kobieta śpiewa przebój / Nie wygrażaj niebu, Haron odbija od brzegu / Parostatkiem w długi rejs – Krzysztof Krawczyk / Niestety ta wersja nie poleci na rotacji / To pole walki, przeładowanie jak metronom / Hołd okopom, z pochyloną głową czyszczę broń swą / Na plastik rokosz, kanałowcy sieją pogrom / Będę historią, bynajmniej nie książkową / Zakażoną zoną. Będą krążyły anegdoty / O mocy, którą chcieliśmy natchnąć bloki / Taśmy naboi rzucone na gruzowisko / Tym niedobitkom, dla których fejm to nie jest wszystko / Nie zginą ideały i wartości, bracie / Ostatni z Plutonu stoi tu na warcie / Salut!
Track Name: Na chuj
TEKST: Po co leżę z tą kartką i gryzę długopis? / W kuchni rum i lód skurwysyńsko korci / Mógłbym popić, se pośmierdzieć ze dwie doby / Ruszyć na rejony, wiesz, coś zawsze się urodzi / Prosty motyw, dwie wydzwonki i chód zombie / Promil goni do rozłąki mózgu oraz kończyn / Prowokuje konflikt plus urywa mój film drogi / Aktor ze mnie ostry, weź, weź, cofnij / Po co ślęczę nad papierem i trę szczękę / Pikuję na werbel, pisząc jakiś stek bezeceństw? / To bezcenne, tego nie da żaden lekarz / To rap wygrał na mój przekaz przetarg / Przestań szczekać, mnie nie chodzi tu o sprzedaż / Mam terapię jak ten numer Heltah Skeltah / Letarg przerwać się udało, to mój sukces / Dziuro, bój się, samozwańcu, zbierzesz burzę!

Na chuj tu rap robisz, jak nie zarobisz?
Na chuj, skoro słuchają cię trzy osoby?
Na chuj w tym ślęczysz i się, kurwa, męczysz?
Ty, na chuj to może skoczyć pół sceny! (x2)

Odcięty od sceny bez na pysku drogerii / Bez zapowiedzi i singli w sieci – czy źle mi? / W air maksach systemy ci jebną od basu / Dzieciaku, w grze nie istnieje mój status / I nie mam planu, jadę, man, na żywioł / A on jest siłą, choć czasami mylą / Lastryko jest kołyską, muzyka moją mamką / I nie idę ku branży i czerwonym dywanom / Otoczki mnie wkurwiają i nie obchodzą łatki / Koty robią pastisz i myślą, że są fajni / W każdej stajni jeden dobry, reszta giermki / Są niestrawni i nie widzę, żeby miało się polepszyć / Więc po co tu siedzisz, po co szarpiesz nerwy / Po co tracisz czas cenny? Nie wiem, sentymenty? / Wspomnienia, jak graliśmy w dziurawych ciuchach / Robiąc bydło w klubach, kurwa, kocham rap!

Na chuj tu rap robisz, jak nie zarobisz?
Na chuj, skoro słuchają cię trzy osoby?
Na chuj w tym ślęczysz i się, kurwa, męczysz?
Ty, na chuj to może skoczyć pół sceny! (x2)
Track Name: Zamuł/Pozdrówy
TEKST: Stanie w oknie z rakostworem, kawą ranną / Samo zdrowie na czczo, z japą niewyraźną / Za szybą miasto. Co dzisiaj nam szykuje? / Włączam pudło, karambol, dzisiaj nie pracuję / Zamulę nad kartką, nie robiłem tego dawno / I siadam z drugą kawą w szlafroku, rap kanon / Strzelam jak pomarańczą Quentin Richardson / Jak Brudny Harry klamką, rymów kanonadą / Zwrotka nie ma sensu, bo niedawno wstałem / Myśli oderwane, poranek, oczy otwarte prawie / Jeszcze jedną kawę i znów w oknie kopcę / Mrówki opuszczają kopce. Ożeż, co jest? / W telefonie koleś dziąsłuje, ja stan „cokolwiek” / Pyta mnie, co mnie nie ma w babilonie / Myślałem, że mam wolne, skutki wczorajszej walki / Ogarnięcie w agonii ponad chmurami / Ziom…

Piszę do swoich, bo to jest rap przecież / Innymi słowy dedykacje, życzenia najlepsze / We wrogim świecie spokoju, twardej dupy / Bez wpadek głupich, lodówek pustych, chorych duszy / Jedna miłość dla młodych rodziców / Utrzymajcie w dobrym życiu to życie po waszym życiu / Dla pracowników różnych szczebli, których znam / Zaczniecie grać w lotto, wtedy zrobicie hajs / Nie, no żart, chociaż tyramy na opłaty i szamę / Mamy tą pracę i jest prawie fajnie / Pobudka o czwartej i wciąż niewyspane oczy / Jak mamy wolne, mamy wciąż niewyspane oczy / Czas, by łoić, zamknięte koło, co zrobić? / Tworzysz? Rób to zgodnie z sobą i płodnie / Dla niezależnych zdrówko, liczę na produkcje bombowe!